Łabędzi śpiew…

Któż z nas nie lubi łabędzi? Któż nie dokarmiał ich gdy był dzieckiem? Któż nie czekał aż przylecą?

Kompozytorzy zapewne wyjątkami nie byli i łabędzie były także w ich kręgu zainteresowań. A dla muzyka łabędź to wyzwanie… O ile nie ma problemu z oddaniem głosu “zwykłego” ptaka – ot choćby szczygła (il giardellino) jak u Vivaldiego, czy skowronka w fortepianowych “Porach roku” Czajkowskiego, aż wreszcie całej hałasującej plejady ptaków jak u Jannequina – o tyle łabędź jest ptakiem niemym. Legenda głosi, że śpiewa tylko raz – na koniec. To wszystko nadaje mu takiej aury romantyczności, na którą najwięksi romantycy nie mogli pozostać obojętni.

Ale zacznijmy od tych mniejszych. Najbardziej pewnie znanym dziełem Camille’a Saint-Saensa jest “Karnawał zwierząt”, żartobliwe koncertujące wariacje na fortepian i kameralnie potraktowaną orkiestrę. Po harcach rozmaitych wesołków, w rodzaju lwa, żółwi, słonia czy kangura – na koniec raczeni jesteśmy przez Francuza przeciągłym (z linią melodyczną długą niczym łabędzia szyja…), zawodzącym łabędzim śpiewem. Śpiew to – jak nakazuje legenda – ostatni, więc po krótkim finale utwór się kończy.

Ale nie wszyscy kompozytorzy zadowalali się imitowaniem i prostym dźwiękonaśladownictwem. Na pewno nie można o to posądzać Wagnera. A w jego operach i dramatach łabędzie pojawiają się dwukrotnie. Pierwszy raz w Lohengrinie, gdzie łódka przywożąca na miejsce akcji głównego bohatera ciągnięta właśnie przez łabędzia. Czy łabędź uciągnie łódkę z człowiekiem? Zwykły pewnie nie, ale w tym przypadku to książę Brabancji zamieniony przez złą i żądną władzy czarownicę Ortrudę (Ortruda przypomina trochę Lady McBeth – ale sztuczki trzeba przyznać ma znacznie bardziej zaawansowane). Kolejny raz łabędź pojawi się w Parsifalu – ostatnim dramacie Wagnera. Niestety nie będzie już żywy, gdyż jego zabicie przez Parsifala w świętym gaju otaczającym Montsalvat (łabędź też był naturalnie ‘święty’) spowoduje schywatnie bohatera przez giermków, przyprowadzenie go na Montsalvat i całą dalszą akcję.

Gdzie Wagner napatrzył się na takie czarodziejskie łabędzie? Zapewne gdzieś w alpejskich jeziorkach koło Linderhof i Neuschwanstein. W końcu pod baśniowym zamkiem na “nowej łabędziej skale” nie wypada, żeby łabędzie nie były baśniowe.

Ale bardziej chyba jeszcze ciekawsze są łabędzie na pojezierzach północy. Zacznijmy od tych bardziej znanych, tańczących do nut Piotra Czajkowskiego w słynnym balecie “Jezioro Łabędzie”. Do jakiego tańca poprosić można łabędzia? Widocznie rosyjskie są oblatane po całej Europie, skoro jest pełen przegląd – tańce włoskie, węgierskie, hiszpańskie, polskie…

Są też jednak północne łabędzie mniej znane, by nie rzec – zupełnie tajemnicze. Żyjące w takich ostępach, w które zapuszczają się jedynie nieustraszeni zuchwalcy, jak bohater fińskiej Kalevali, Leminkainen. Oprócz Kalevali, losy Leminkainena opiewa też w swojej suicie Jan Sibelius. Druga jej część to “Łabędź z Tuoneli”. I mimo iż powszechnie kojarzą się z łabędziami w muzyce roztańczone łabędzie Czajkowskiego albo fragment Saint-Saensa, to chyba jednak fińskiemu twórcy oddać trzeba trafność w oddaniu łabędzia. Bo czyż nie tak on płynie? Spokojnie, ostrożnie, cicho, bez pośpiechu, zawsze elegancko, czasem zanurzając głowę po rybę? Muzyka Sibeliusa rozbrzmiewa właśnie powoli, głównie w smyczkach, bez niepotrzebnych, hałaśliwych środków wyrazu, a przede wszystkim – niezwykle płynnie.

Skąd łabędzie przylatują do Polski? Naukowcy mówią, że z północy. Nie będą to więc pewnie baśniowe łabędzie spod bajkowych zamków Ludwika II, ale może odwiedzi nas łabędź z fińskiej mitycznej Tuoneli?

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.