Amadeusz, czyli klasycyzm pisany przez romantyków

Naturalnie spytani o klasycyzm w muzyce odpowiadamy wszyscy jednym tchem – Haydn, Mozart, Beethoven. Ponad 70 lat muzyki między późnym barokiem a romantyzmem zamykamy w twórczości 3 kompozytorów żyjących w jednym miejscu, tworzących w podobnym stylu i wzajemnie na siebie wpływających – z których 2 starszych było dobrymi znajomymi, a trzeci uczniem jednego z nich.

Niekiedy napomkniemy jeszcze o Glucku – też związanym z Wiedniem, już nieco odrębnym stylowo, ale czy reprezentatywnym dla II połowy XVIII wieku? I jeszcze Carl Philip Emanuel Bach… A reszta? Kto stworzył dla nas ten “zestaw”?

Recepcja klasycyzmu jako epoki, nasze o niej dzisiejsze wyobrażenia są czymś wręcz zdumiewającym, pod jednym przynajmniej względem – roźdźwięku między samoświadomością epoki, a dzisiejszym gustem jej dotyczącym. Pomijam tu sprawy wykonawstwa – kwestia stare/nowe instrumenty jest i będzie kontrowersyjna i nie o to tu chodzi. Chodzi raczej o szereg zapomnianych twórców i niespodziewane docenianie innych – nie z marginesu XVIII wieku, ale na pewno nie spośród dominujących w owym okresie.

Jak bowiem wyglądał ówczesny muzyczny Wiedeń? Weźmy najbardziej może spektakularne lata 80. XVIII wieku. Nadwornym kompozytorem Józefa II jest Włoch Antionio Salieri. Ale to nie on jest najbardziej popularny. Kształcony w mniejszych ośrodkach nie dorównuje dwóm wielkim neapolitańczykom – najwyżej cenionym w ówczesnym Wiedniu – Domenico Cimarosie i Giovanniemu Paisiello, kontynuatorom najsłynniejszego w XVIII wieku kompozytora Johanna Adolfa Hassego, il divino Saxono, jak go ówcześnie nazywano. Haydn jest znany, ale dość peryferyjny. Cóż może znaczyć ktoś, kto nigdy nie skomponował błyskotliwej opery buffa? Niedługo wyjedzie szukać szczęścia (i je znajdzie) na zachód – do Paryża i Londynu. Jest jeszcze Mozart – pyszałek, któremu nawet nie chce się napisać nowej opery. Następna premierę będzie miała w Pradze, a w Wiedniu przed całkowitą porażką uchroni ją jedynie napisanie popisowej arii dla Cateriny Cavalieri. Wiekowy Christoph Wilibald Gluck jest poważany, ale jego opery nie cieszą się już taką popularnością jak niegdyś, a on sam schorowany stroni od życia publicznego.

A dziś patrzymy na to zupełnie inaczej. Dlaczego? Kto powiedział nam, że Haydn, ale przede wszystkim Mozart to wielcy twórcy, a innych nazwiska są nam najczęściej nieznane? Na pewno jakieś światło rzuca nam film “Amadeusz”, nie dlatego, żeby przekazywał dużo historycznej prawdy (bo z tym bywa różnie), co raczej pokazuje pewien styl myślenia. Fabuła oparta jest na przeciwstawieniu dwóch postaci – Mozarta i Salieriego. Salieri uosabia właśnie styl i charakter klasycyzmu – choć niewątpliwie nie jest najwybitniejszym kompozytorem epoki, choć nie należy do żadnej ze znanych szkół, to jednak jest w pewien sposób symboliczny. Był człowiekiem “z ludu”, sam był twórcą swego sukcesu – rozumianego jako kolejne awanse w ówczesnym zinstytucjonalizowanym “przemyśle rozrywkowym”, muzykę miał ściśle formalną, opartą na klasycznych schematach (to oczywiście w sporym uproszczeniu), a prawie wszystko co tworzył – to opery. I – co najbardziej charakterystyczne – jego muzyka jest zapomniana (choć on sam – “dzięki” filmowi - nie). A Mozart jest właśnie symbolem tego, co romantyków pociągało – tajemnicza śmierć, manifestacyjna niezależność, pogarda dla możnych… Mozart jest zapowiedzią nie tyle romantycznej muzyki (bo tu jedynie wskazać by można kilka utworów, jak 25. i 40. symfonię, 20. koncert fortepianowy, “Don Giovanniego” - a więc nikły procent twórczości), co romantycznego bohatera. Jego postać obrosła legendą, która bardzo romantykom odpowiadała i dlatego tak go kochali, podziwiali – to dlatego Ernst Theodor Hoffmann dodał sobie trzecie imię Amadeusz, a Adam Mickiewicz włączył do “Dziadów” muzykę z – jak pisał – “Don Juana”.

A inni? Muzyka Haydna i Beethovena, podobnie jak działającego na peryferiach osiemnastowiecznych Carla Philipa Emanuela Bacha – była dla romantyków atrakcyjna sama w sobie. Skupiona nie na śpiewie czy operze, ale na utworach instrumentalnych, stworzyła rzeczywiste podstawy pod muzykę kolejnej epoki. Gluck natomiast – choć specyfika jego muzyki w XIX wieku polegała raczej na nawiązaniu do starszej muzyki francuskiej – była uważana za kluczową dla rozwoju romantycznej opery.

Reszta – ogromna większość muzyki XVIII wieku została szybko zapomniana albo nią pogardzano – jak symbolicznym Salierim. Jedynym chyba twórcą, który świadomie owej “reszty” nawiązał był Gioacchino Rossini, także neapolitańczyk, ale chyba już ostatni z twórców kojarzonych z tym miastem. Co znamienne – wielce krytykowany przez najbardziej romantycznego kompozytora operowego – Ryszarda Wagnera.

I tak oto klasycyzm wygląda dziś – Haydn, Mozart, Beethoven, z rzadka Gluck i obowiązkowa niechęć do Salieriego. Epoka, która – choć nie tak przecież odległa – ciągle czeka na odkrycie przez wielki muzyczny świat.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.